Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna

9.11.2018
piątek

Marsz na Marsz i dwa grzyby w barszcz

9 listopada 2018, piątek,

Decyzja sądu uchylająca decyzję prezydent Warszawy o zakazie Marszu Niepodległości wraz z decyzjami prezydenta i premiera o zorganizowaniu państwowego marszu „dla Niepodległej” tworzą interesujący gordyjski węzeł prawny o niebłahych konsekwencjach politycznych, o ile sąd drugiej instancji odrzuci zażalenie warszawskiego ratusza. Opiszmy najpierw stan faktyczny, do którego dojdzie w przypadku podtrzymania przez II instancję orzeczenia I instancji, sytuację podmiotów politycznych biorących udział w grze o marsze (radykalnych nacjonalistów i władzy państwowej z organizującym państwową demonstrację ministrem obrony narodowej Błaszczakiem na czele), stworzony stan prawny oraz konsekwencje polityczne konfliktu między radykalnymi nacjonalistami a państwowymi organizatorami.

Stan faktyczny będzie taki, że radykalni nacjonaliści zaczną się gromadzić na rondzie Dmowskiego, z którego ma wyruszyć Marsz Niepodległości gdzieś ok. godziny 13–13:30. Ponieważ w marszu „Dla Niepodległej” mają brać udział prezydent, premier i ministrowie, ponad godzinę wcześniej (czyli jeszcze przed 14) Służba Ochrony Państwa (dawny BOR), policja i Żandarmeria Wojskowa (zgodnie z podjętymi na mocy ustawy decyzjami upoważniona do współdziałania w tym dniu z policją) zaczną zabezpieczać teren, w tym wygradzać go, co oznacza niedopuszczenie – poprzez odwołanie się do groźby użycia środków przymusu bezpośredniego lub użycia tych środków – o godz. 14 radykalnych nacjonalistów na teren organizowanego przez nich legalnego zgromadzenia.

W związku z tym, jak informują obie strony, toczą się obecnie między nimi negocjacje, ale szanse na porozumienie są nikłe, bo obie strony grają w grę o sumie zerowej (przegrana jednych jest wygraną drugich i na odwrót). Nie po to radykalni nacjonaliści od wielu lat inwestują wszystko w „swój” Marsz Niepodległości, by roztopić się w marszu pisowskim (bo taki jest sens marszu „państwowego), rezygnując ze swoich haseł i znaków organizacyjnych (Falangi). Mają decyzję sądu, żeby stanowić czoło pochodu, i jeżeli organizatorzy państwowi będą ją respektować, to prezydent Duda i premier Morawiecki wyruszą o godzinie 15 jako doczepka do demonstracji, której czoło wymachuje flagami Falangi. Jeśli natomiast nacjonaliści przesuną godzinę swego wymarszu na po 15, to staną się awanturniczą doczepką do „państwowego” pochodu, swego rodzaju folklorem bez żadnego politycznego znaczenia.

Spójrzmy teraz na przepisy i dające się z nich wywieść normy prawne, które mogą mieć zastosowanie w tej zawikłanej i bezprecedensowej sytuacji. PiS odwołuje się do art. 2 ustawy o zgromadzeniach, który mówi tylko tyle, że przepisy tej ustawy nie mają zastosowania do zgromadzeń zwoływanych przez organy władzy publicznej. Nie ma w nim mowy o żadnym „pierwszeństwie”. Nie wynika z tego przepisu norma pozwalająca organowi władzy publicznej uniemożliwiać odbycie legalnego zgromadzenia poprzez zwołanie w tym samym miejscu i czasie „własnego” zgromadzenia. Władza publiczna, która takiego czynu dokonuje, traci charakter publiczny i staje się „bandą zbójecką” łamiącą konstytucyjnie zagwarantowane wolności polityczne i obywatelskie. Przesądza o tym art. 260 kodeksu karnego: „Kto przemocą lub groźbą bezprawną udaremnia przeprowadzenie odbywanego zgodnie z prawem zebrania, zgromadzenia lub pochodu albo takie zebranie, zgromadzenie lub pochód rozprasza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Nacjonalistyczni organizatorzy po udaremnionym przez ministra Błaszczaka ich marszu mogą złożyć do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez pana ministra, Komendanta Głównego Policji, Komendanta Stołecznego Policji i Komendanta Żandarmerii. Pisowska prokuratura oczywiście odmówi wszczęcia postępowania albo wszcznie i następnie umorzy, na co poszkodowanym służy zażalenie do sądu. Zakładając, że sąd przychyli się do zażalenia, prokuratura będzie musiała podjąć kolejną decyzję i załóżmy, że znowu skończy się na odmowie lub umorzeniu. Wtedy zażalenie do sądu nie przysługuje, ale pokrzywdzeni (nacjonalistyczni organizatorzy) mogą złożyć do sądu subsydiarny akt oskarżenia. Oczywiście sąd może zawyrokować, jak uważa, ale delikt karny „państwowych” organizatorów jest oczywisty. Mam 65 lat i cieszy mnie taka możliwość, że jesień mego życia rozświetli ciepły blask perspektywy ujrzenia Mariusza Błaszczaka i pisowskich sługusów ze służb mundurowych i wojska za kratkami.

Nie cieszy mnie natomiast to, że szeregowi funkcjonariusze z policji, SOP oraz, w mniejszym stopniu, żołnierze Żandarmerii mogą zostać postawieni w bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Wyobraźmy sobie, że nacjonalistyczni organizatorzy przed godziną 14, wymachując kserokopiami postanowienia sądu o legalności swojego zgromadzenia, usiłują wyegzekwować prawo do jego odbycia, napierając na płotki i kordon ochronny, a funkcjonariusze uniemożliwiają im to, używając na rozkaz swych przełożonych środków przymusu bezpośredniego – np. przy zatrzymaniu. Mamy wtedy do czynienia z naruszeniem nietykalności cielesnej organizatorów, którzy w tej sprawie mają możliwość skierowania do sądu prywatnego aktu oskarżenia. A funkcjonariusze nie bardzo będą mogli bronić się powołaniem na polecenia przełożonych, bo art. 58 ustawy o policji i art. 130 ustawy o SOP nakładają na nich obowiązek odmowy wykonania rozkazu lub polecenia przełożonego, jeśli wykonanie rozkazu lub polecenia łączyłoby się z popełnieniem przestępstwa. A przestępstwo jest oczywiste – przytoczony wyżej art. 260 kk.

Czy PiS może z tej pułapki, którą zastawił na siebie i Bogu ducha winnych szeregowych funkcjonariuszy, wybrnąć? Tak – ale za cenę utraty twarzy poprzez odwołanie swojego marszu, jeśli sąd II instancji podtrzyma postanowienie sądu I instancji. Czy to zrobi? Słabe szanse, bo PiS, prezydent, premier oraz prezes Kaczyński wyszliby wtedy na mięczaków i pajaców. Innym alternatywnym wyjściem jest przekupienie radykalnych nacjonalistów, ale nie bardzo wiadomo, co PiS mógłby im obiecać, bo w obiecanki nikt nie uwierzy. Co mogą dać poza wmontowaniem ich w czoło pochodu, tak by panowie Bosak i Winnicki kroczyli na czele ramię w ramię z Jarosławem Kaczyńskim, Andrzejem Dudą i Mateuszem Morawieckim? Z niecierpliwością czekam na godz. 14 11 listopada br.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop