Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna

18.02.2019
poniedziałek

Partia pogrzebowa

18 lutego 2019, poniedziałek,

Byłem na pogrzebie śp. Jana Olszewskiego. Ogromna większość zgromadzonych żegnała przede wszystkim premiera Olszewskiego, ja żegnałem mecenasa Olszewskiego, który występując jako obrońca represjonowanych przez komunistów, wplótł się w życiorysy dziesiątków ludzi opozycji z co najmniej dwóch pokoleń. To dlatego żegnali go w publicznych wypowiedziach pełnych szacunku, sentymentu i uznania ludzie tak skrajnie odlegli od siebie jak Adam Michnik i Jarosław Kaczyński.

Ale pogrzeb polityka bywa niekiedy okazją polityczną albo do zbliżeń i pojednań, które wtedy są ogłaszane wprost, albo do deklaracji wojennych, które, z racji szczególnych okoliczności, składane są w sposób pośredni i zawoalowany. Na zakończenie mszy żałobnej w warszawskiej archikatedrze deklarację wojenną złożył Antoni Macierewicz. Wspominając zmarłego, mówił: „Nie byłoby dzisiejszych sukcesów gospodarczych i politycznych Polski bez dorobku rządu Twojego – Jana Olszewskiego. Nie byłoby programu 500+, bezpiecznych granic, nowoczesnej armii i wojsk obrony terytorialnej, likwidacji bezrobocia i wzrostu gospodarczego. (…) Dlatego przejdziesz do historii nie tylko jako twórca polskiego ruchu niepodległościowego, ale także jako mąż stanu, najwybitniejszy polski polityk po 1945 roku”.

Jeśli Jan Olszewski był najwybitniejszy, to śp. prezydent Lech Kaczyński był wybitny mniej, o czym Antoni Macierewicz poinformował siedzącego w archikatedrze prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście z podkreślaniem wybitności Jana Olszewskiego związana była pewna trudność, bo jak się ma jego wybitność do wybitności Lecha Kaczyńskiego?

Z trudności tej zręcznie wybrnął prezydent Andrzej Duda, stwierdzając: „Z pewnością obok Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego to właśnie premier Jan Olszewski jest jedną z tych postaci, których Polskę my naszą działalnością dzisiaj urzeczywistniamy i staramy się ją uczynić taką, jaką oni ją widzieli – Polskę wielką, dumną, ale przede wszystkim Polskę solidarności, tej międzyludzkiej”.

Antoni Macierewicz, korzystając z okazji, przy pomocy wspomnienia o Janie Olszewskim pomniejszył Lecha Kaczyńskiego, podnosząc w archikatedrze jawny bunt w PiS i uderzając w obszar szczególnej politycznej i osobistej wrażliwości prezesa PiS.

Pomyślałem sobie wtedy, że Macierewicz nie mógł się pohamować i dał upust swoim długo powstrzymywanym frustracjom po dymisji z ministra obrony narodowej, wzmożonej aresztowaniem jego faworyta Bartłomieja Misiewicza. Po czymś takim wątpliwe, by prezes PiS pozwolił mu kandydować nawet do Senatu, a jeśli już, to w takim okręgu, w którym będzie musiał przegrać.

Ale był w przemowie Antoniego Macierewicza passus, który sugerował, że to nie o frustrację chodzi, ale o konkretny projekt polityczny. Mianowicie: „Mogłeś dalej być premierem, lecz za cenę stania się listkiem figowym zupełnie innej formacji. Utraciłeś stanowisko, ale utrzymałeś zdolność kształtowania świadomości politycznej przyszłych kadr narodowych. Gdybyś postąpił odwrotnie, rychło utraciłbyś stanowisko, a nigdy nie miałbyś możliwości ukształtowania młodych pokoleń”.

Każdy, kto pamięta 1992 r., zdaje sobie sprawę, że był to kolejny jadowity atak na Jarosława Kaczyńskiego, bo ówczesny prezes Porozumienia Centrum prowadził rozmowy, przede wszystkim z Unią Demokratyczną, o poszerzeniu zaplecza parlamentarnego rządu Olszewskiego. Unia Demokratyczna, której przewodził Tadeusz Mazowiecki, naprawdę chciała takiego porozumienia, ale nic z tego nie wyszło, bo Jan Olszewski z żelazną konsekwencją rozmowy te sabotował. To do tego nawiązywał Macierewicz, mówiąc o „listku figowym”.

Ale dalej mówił już nie o Olszewskim, ale o sobie, co uświadomiłem sobie, gdy wróciłem z Powązek do domu i poszperałem w necie. Pogrzeb był 16 lutego, a 14 lutego sąd zarejestrował partię „Prawdziwa Europa” założoną przez europosła Mirosława Piotrowskiego zwanego figlarnie przez pisowców „pączusiem ojca dyrektora” ( Rydzyka oczywiście).

Żeby „kształtować kadry narodowe”, trzeba mieć narzędzia polityczne i takie narzędzia Jan Olszewski sobie stworzył. W kilkanaście dni po odwołaniu ze stanowiska rozbił klub Porozumienia Centrum i założył własny – „Ruch dla Rzeczpospolitej” (partia pod tą nazwą została zarejestrowana pod koniec roku). W 1993 r. zablokował możliwość stworzenia koalicji PC-RDR i w rezultacie obie partie znalazły się poza Sejmem. W pierwszej turze wyborów prezydenckich w 1995 r. Olszewski uzyskał czwarty wynik z 6,86 proc. głosów, a po wyborach, jako że RDR przeżył serię groteskowych rozłamów, założył kolejną partię Ruch Odbudowy Polski, która w 1996 r. uzyskiwała nawet 12-proc. poparcie sondażowe. Zachęcony tym Olszewski nie przystąpił do Akcji Wyborczej Solidarność, ale wynik wyborczy był dużo niższy – 5,56 proc. i sześć mandatów.

Wydaje mi się niesłychanie prawdopodobne, że Antoni Macierewicz pójdzie niegdysiejszą drogą Jana Olszewskiego – wystąpi z PiS sam albo z paroma posłami, którzy narazili się Kaczyńskiemu i nie mają szans na reelekcję, i będzie kandydował do europarlamentu z list nowej partii „pączusia ojca dyrektora”. Jeżeli formacja ta przekroczy próg 5 proc., na co ma szansę, jeśli wesprze ją Radio Maryja i środowiska antyaborcyjne, to otworzy się przed nim szansa na polityczne życie poza PiS. Dolarów przeciw orzechom na ten scenariusz nie postawię, ale dla bezpieczeństwa założyłem się sam ze sobą o butelkę dobrego calvadosu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop